Blaski i cienie żywotu pirata

Poszukiwacze przygód czy bezwzględni łupieżcy? Próbą odpowiedzi na powyższe pytanie będzie przytoczenie kilku życiorysów najbardziej znanych morskich rozbójników złotych czasów piractwa.

William Kidd na pokładzie „Adventure Galley”, źródło: domena publiczna.

William Kidd urodził się w 1645 r. w szkockim porcie Greennock. Po śmierci ojca zaciągnął się na statek. W krótkim czasie został marynarzem na korsarskim okręcie „Blessed William”, którego załoga na królewskie zlecenie napadała statki handlowe innych państw w archipelagu Wysp Zawietrznych. Wkrótce awansował na kapitana statku, lecz załoga statku postanowiła porzucić korsarstwo na rzecz piractwa. W związku z tym pozostawiono kapitana na jednej z pobliskich wysp. Kidd w 1691 r. osiadł w niewielkim w tamtych czasach Nowym Yorku, lecz na lądzie wytrzymał jedynie cztery lata. W 1695 r. otrzymał list kaperski z Londynu, uzyskując zgodę na łupienie francuskich statków. W tym celu zakupił okręt mieszczący 150-osobową załogę, który nazwał „Adventure Galley”. Pod koniec stycznia 1697 r. zakotwiczył na zachodnim wybrzeżu Madagaskaru, gdzie miał rozpocząć polowanie na francuskie okręty. Tymczasem na miejscu okazało się, że w okolicy nie kursują statki pod taką banderą. Kidd został zmuszony do gorączkowych poszukiwań statków pod francuską flagą w okolicznych rejonach. Co więcej, kontrakt kaperski był tak skonstruowany, że bez zdobyczy nie było mowy o zapłacie dla załogi. Będąc pod ścianą zaatakował indyjskie statki handlowe, które były eskortowane przez okręty Kompanii Wschodnioindyjskiej. Po krótkiej wymianie ognia Kidd zdał sobie sprawę, że ostatecznie nie uda mu się wyjść z tej potyczki zwycięsko i postanowił odpłynąć. W tej sytuacji następne niepowodzenie nie wchodziło w grę. Zagrożony buntem załogi zaatakował brytyjski statek handlowy „Mary”. W ten sposób królewski korsarz stał się piratem i renegatem. Jednocześnie został najbardziej poszukiwanym człowiekiem na wodach Oceanu Indyjskiego. 1 kwietnia 1698 r. powrócił na Madagaskar, gdzie spotkał starego wroga, pirata Roberta Culliforda, który kiedyś ukradł mu statek, a jego zostawił na brzegu jednej z karaibskich wysp. Co ciekawe, większość załogi „Adventure Galley” przeszła na stronę piratów. W związku z tym Kidd musiał uciekać. 6 lipca 1699 został aresztowany i osadzony w więzieniu w Stone Prison. Stamtąd odesłano go do Londynu. Po dwóch tygodniach procesu został skazany na śmierć za uprawianie piractwa. 23 maja 1701 r. zawisł na szubienicy w londyńskiej dzielnicy Wapping. Od tej pory piraci stali się wrogami nie tylko kompanii handlowych, ale również monarchii.

Edward Teach „Czarnobrody”, źródło: domena publiczna.

Równie ciekawą biografie posiada Edward Teach, zwany Czarnobrodym. Swój przydomek zawdzięczał długiej i ciemnej jak noc czarnej brodzie. Jego charakterystyczny wygląd stał się inspiracją dla wielu reżyserów przy wyborze czarnego bohatera wielu filmów, z serią „Piratów z Karaibów” na czele. Dzięki swoim dziwnym zwyczajom wytworzył legendę o swojej osobie. Był wielbiony przez piratów, lecz znienawidzony przez marynarzy pływających pod państwowymi banderami. Teach znalazł się na Karaibach, by przeżyć przygodę oraz dokonywać rozbojów. To właśnie tam w 1640 r. powstało posiadające złą sławę Bractwo Wybrzeża. Jego funkcjonowanie oraz stosunki między piratami regulował kodeks piracki. Centrum piratów do 1716 r. stanowiła wyspa Providence w archipelagu Bahamy, natomiast tamtejszy port Nassau mógł pomieścić nawet 500 statków pirackich. Warto dodać, że kodeks przewidywał również odszkodowania dla marynarzy w zależności od uszczerbku na ciele. Kapitanowie natomiast mieli m.in. za zadanie stworzenie własnej bandery, którą nazywano Jolly Roger. Przeważnie dominował motyw czaszki, piszczeli lub kościotrupa. W 1716 r. Teach zdobył swoją pierwszą jednostkę na własność, natomiast legendarną brodę zapuścił po bitwie morskiej z królewskim okrętem „Scarborough”. Złowrogi mit krążący o nim w tawernach był równie skuteczną bronią jak armaty na pokładzie jego statku. W 1718 r. dowodził już flotyllą czterech okrętów z 400 ludźmi na pokładzie. Zgromadził do tego czasu pokaźny majątek i zaczął wierzyć, że jest niepokonany. Było tak aż do potyczki z dwoma okrętami dowodzonymi przez porucznika Roberta Maynarda. Mimo odniesienia wielu ran dopiero odcięcie głowy powaliło Czarnobrodego. Kilka tygodni później brytyjski rząd z dumą ogłosił, że pozbawiono życia kolejnego obok Kidda największego pirata w historii

Bandera Jolly Roger, źródło: na licencji CC BY-SA 3.0.

W filmach zadomowił się stereotyp pirata, który jest wiecznie pijany i niewiele ma wspólnego z dyscypliną. Co ciekawe, na pirackich statkach panowała większa dyscyplina niż na królewskich jednostkach. Jeden z najsłynniejszych piratów, Bartholomew Roberts, wymagał od swojej załogi porządku i higieny. Nakazał im regularnie zmieniać ubranie i często się myć. Wprowadził zakaz gry w karty lub kości za pieniądze. Jedyne czego nie udało mu się wytępić wśród załogi to nałóg pijaństwa. Za złamanie kodeksu groziło wyrzucenie za burtę lub 39 uderzeń batem (tzw. prawo Mojżesza). Zakazano również wprowadzania na pokład kobiet lub chłopców, a kto złamał ten zakaz był karany śmiercią. Według piratów kobieta na pokładzie statku przynosiła pecha. Jednakże wśród załogi pirackich statków znajdowały się kobiety w męskim przebraniu, a niektóre z nich były nawet kapitanami jednostek. Przez współczesnych nie akceptowano kobiet w roli pirata. Tymczasem dziś już wiemy, że na przestrzeni czasu było wiele kobiet-piratów, choć tylko kilka z nich zostało zapamiętanych do naszych czasów. Do najbardziej znanych zaliczają się Cheng I Sao (chińska królowa piratów, która uważana była za okrutniejszą od najokrutniejszych mężczyzn) oraz Mary Read i Anne Bonny – piękne piekielnice o naturze modliszki.

W dzisiejszych czasach pojęcie pirata zyskało szersze znaczenie. Obecnie mówi się o piratach komputerowych czy drogowych. Co nie oznacza, że tych na morzu już nie ma. Wręcz przeciwnie, „klasyczne” piractwo wciąż istnieje i ma się dobrze. Co roku dochodzi do kilkuset napadów na statki handlowe i jachty. Najgroźniejsze są wody Dalekiego Wschodu, w szczególności okolice Archipelagu Malajskiego, Filipin i Tajlandii. Również mieszkańcy Karaibów podtrzymują pirackie tradycje. I nic nie wskazuje na to, żeby coś się miało zmienić w tej materii. Dopóki po morzach będą pływać statki, będą istnieli również piraci.

Źródła:
P. Łepkowski, Prawdziwa historia piratów z Karaibów, Rzecz o Historii z 1.03.2019 r.
J. Besala, D. Lis, A. Krawiec, Wielkie zagadki historii, Poznań 2009.

Może zainteresują Cię też inne artykuły:

Recenzja książki „1491. Ameryka przed Kolumbem”

Wszyscy pamiętamy ze szkolnych zajęć historii Krzysztofa Kolumba, który zamierzał odkryć zachodnią drogę morską do wschodniej Azji, lecz faktycznie dotarł…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Ribbentrop-Beck. Czy pakt Polska-Niemcy był możliwy?”

Wśród specjalistów zajmujących się tematyką dotyczącą dwudziestolecia międzywojennego istnieje teza o możliwości zawarcia układu polsko-hitlerowskiego. Piotr Gursztyn, polski dziennikarz i…
CZYTAJ DALEJ

Naukowcy, którzy okiełznali temperaturę

Obecnie znane nam skale pomiarów temperatury wynaleźli trzej wybitni geniusze. Mimo że zmarli wiele lat temu to ich koncepcje wciąż…
CZYTAJ DALEJ