Złoty miraż z Kalifornii

Podsycony przez gazety sen o fortunie spowodował przybycie na zachód Stanów Zjednoczonych w połowie XIX w. milionów ludzi szukających złota. W ten sposób niektórzy dorobili się ogromnych fortun, lecz byli również i tacy, którzy stracili dobytek całego życia.

Poszukiwanie złota w rzece Mokelumne, źródło: domena publiczna.

24 stycznia 1848 r. stał się dniem, który zmienił bieg dziejów Kalifornii. Tamtego poranka James Marshall podczas budowy tartaku znalazł na dnie koryta rzeki kilka samorodków złota. Wraz ze swoim wspólnikiem Johnem Sutterem uznali, że odkryli złoto najwyższej próby. W związku z wyjątkowym odkryciem planowali budowę miasta, rozwój upraw rolnych i hodowlę bydła. Wiadomość o swoim niezwykłym znalezisku chcieli zachować dla siebie, obawiając się najazdu hordy żądnych fortuny poszukiwaczów złota. Jednak ich tajemnica dosyć szybko ujrzała światło dzienne. Gdy u okolicznego właściciela sklepu Samuela Brannana robotnicy z tartaku zaczęli płacić za towar drobinami złota informacja na ten temat lotem błyskawicy dotarła do dziennikarzy, którzy rozdmuchali sensację na cały kraj. Zdaniem New York Tribune w jeden poranek można było odszukać złoto warte tyle ile zarabia się w rok.

Podczas jednej z najbardziej gwałtownych fal migracyjnych w dziejach w przeciągu kilku lat zjechało w to miejsce pół miliona ludzi z Ameryki, Azji i Australii. Niektórzy musieli przebyć tysiące kilometrów w momentami ekstremalnych warunkach pogodowych, ryzykując zdrowie i życie. Szacuje się, że po drodze padło co najmniej kilka tysięcy osadników. Gdy udało im się trafić na miejsce mogli zaopatrzyć się w niezbędny sprzęt w sklepie Brannana, który dzięki spekulacji polegającej na wykupie w całej okolicy produktów po kilka centów i sprzedaży po kilkanaście dolarów stał się kalifornijskim milionerem. Przez całe lata 50. XIX w. obietnica szybkiego i łatwego zysku pchała na Zachód wiele osób. Jednakże na miejscu okazywało się, że jest to ciężki kawałek chleba z kilofem, łopatą i sitem w rękach. Jednym się poszczęściło i w kilka miesięcy zarobili tyle ile przez kilkadziesiąt lat pracy na Wschodnim Wybrzeżu. Lecz byli również i tacy, którzy wracali w swoje rodzinne strony z podkulonymi ogonami bez wielkiego majątku, a czasami wręcz z długami. Wpompowanie na rynek dużej ilości drogocennego kruszcu spowodowało wytworzenie spekulacyjnej drożyzny. W szczytowym momencie gorączki złota za jedno jajko płacono 25 dolarów, a za parę butów 2,5 tys. dolarów. Nawet najprostsze sito osiągało cenę 600 dolarów.

Na skutek przyjazdu tysięcy ludzi powstawały naprędce górnicze miasteczka, które przeżywały krótki okres prosperity do momentu, gdy złoża złota w okolicy nie wyczerpały się. Na miejscu nie funkcjonowały sprawne sądy i organy ścigania. Decydowało prawo silniejszego, a miasteczkami często rządziły bandy przestępcze. W 1852 r. 90% przyjezdnych stanowili mężczyźni. Będące w mniejszości kobiety pracowały w salonach jako kelnerki oraz prostytutki, natomiast w hotelach jako praczki i kucharki. Do najpopularniejszych rozrywek poszukiwaczy zaliczały się pijaństwo i hazard. Często było tak, że to co zarobili za dnia przepuszczali podczas nocnych hulanek. Poza tym fortuny po zachodzie Słońca często lubiły zmieniać właściciela. W związku z napływem w bardzo krótkim czasie ogromnej ilości ludzi zaczęły się szerzyć choroby, z grypą i zapaleniem płuc na czele. Tysiące ludzi chodziło niedożywionych, wśród których panował szkorbut. Według niektórych źródeł co piąty osadnik tracił życie lub ginął w przeciągu pół roku od przyjazdu.

Reklama zachęcająca do żeglowania do San Francisco, źródło: domena publiczna.

Przeciętny poszukiwacz złota popadał na miejscu w coraz większe długi. By z nich wyjść zatrudniał się w istniejących firmach wydobywczych. W połowie lat 50. doszło do zdominowania rynku górnictwa złota przez kilkanaście korporacji. Na centrum gorączki wyrosło San Francisco, które jeszcze do niedawna było maleńkim przyczółkiem misjonarskim. To właśnie tam Henry Wells i William Fargo, twórcy funkcjonującego do dziś bankowego giganta, udzielali poszukiwaczom lichwiarskich pożyczek. Fortunę na produkcji taczek zbił John Studebaker, późniejszy twórca motoryzacyjnego imperium. Natomiast Levi Strauss, imigrant z Bawarii, którego rodzina prowadziła hurtownię w Kentucky został wysłany do San Francisco w celu założenia filii firmy. Na miejscu zorientował się, że osadnicy są w stanie dużo zapłacić za solidne spodnie. Do dziś centrala korporacji Levi Strauss znajduje się niedaleko pierwszego sklepu.

Jak potoczyły się losy bohaterów początków gorączki złota? Samuel Brannan angażował się w kolejne inwestycje i coraz więcej pił. Ostatecznie popadł w długi i zmarł w biedzie. Natomiast James Marshall i John Sutter odeszli z tego świata po wielu próbach rozkręcenia interesów bez grosza przy duszy. Na koniec warto wspomnieć o ciemnej stronie gorączki złota. Przyjazd tysięcy osadników przyniósł negatywne konsekwencje dla indiańskich osadników. W 1769 r. w Kalifornii żyło ok. 300 tys. rdzennych ludzi. Na początku XX w. 16 tys. Reszta została wymordowana przez wojsko oraz wybita przez choroby przywiezione przez białych i głód. Gorączka złota nie oszczędziła również niedźwiedzi. Na początku XIX w. populacja odmiany grizzly liczyła ok. 10 tys. osobników. Ostatni kalifornijski grizzly padł od strzału w sierpniu 1922 r. Dziś jest symbolem Kalifornii i został uwieczniony na jej fladze.

Źródła:
Historia powszechna. Tom 17 –Wiek imperializmu, Kraków 2008.
M. Jarkowiec, Kalifornijska gorączka złota, Ale Historia z 5.08.2019 r.

Może zainteresują Cię też inne artykuły:

Recenzja książki „Na podbój świata. Śląskie sensacje wojenne”

Z II wojną światową powiązanych jest wiele tajemnic, a niektóre z nich do dnia dzisiejszego nie zostały rozwiązane. Leszek Adamczewski,…
CZYTAJ DALEJ

Jaka naprawdę była Bona Sforza?

Mimo że Bona Sforza nie była synonimem idealnej żony, matki i polityka to trzeba przyznać, że biła na głowę predyspozycjami…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Urodzinowy prezent dla Hitlera”

W trakcie życia Adolfa Hitlera podjęto szereg prób zabójstwa lidera NSDAP i wodza III Rzeszy. Zdaniem Piotra Nasiołkowskiego, adwokata i…
CZYTAJ DALEJ