Historia najsłynniejszego rejsu

Titanic, ogromny statek pasażerski o długości trzech boisk piłkarskich i wysokości jedenastopiętrowego budynku, uważany był za niezatapialny. Mimo to pięć dni po wypłynięciu z Anglii w swój dziewiczy rejs poszedł na dno.

RMS Titanic odpływający z portu w Southampton (10.04.1912 r.), źródło: domena publiczna.

Liniowiec kompanii White Star Line miał 46 tys. ton wyporności i w tamtych czasach był największym statkiem pasażerskim. 10 kwietnia 1912 r. wyruszył w swój pierwszy rejs z angielskiego portu w Southampton do Nowego Yorku. Na pokładzie znajdowało się 891 członków załogi i 1316 pasażerów. Niezależnie od pochodzenia każdy z nich był przekonany, że podróżuje najbezpieczniejszym statkiem na świecie. Wyposażony w 16 wodoszczelnych grodzi liniowiec posiadał najnowocześniejsze osiągnięcia ówczesnej techniki. Nie można zapomnieć również o udogodnieniach, które czekały na jego pasażerów, w tym m.in. tureckie łaźnie, wspaniałe jadalnie i najlepsza orkiestra okrętowa. Titanic sprawiał wrażenie niezależnej wyspy, której nie imają się wiatry i fale. Po kilku dniach od wypłynięcia z portu rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

W tę cichą noc Titanic pędził z niespotykaną prędkością 22 węzłów. Od samego rana jego załoga w sumie otrzymała sześć ostrzeżeń od innych statków o zagrożeniu ze stron gór lodowych. Jednakże nie zrobiono nic z tą wiedzą i wciąż gnano mimo realnego niebezpieczeństwa. Jedna z informacji, otrzymana od radiooperatora statku Californian brzmiała iście dramatycznie: „Człowieku, ugrzęźliśmy tu, jesteśmy otoczeni lodem!”. W odpowiedzi miał usłyszeć: „Zejdź z fali! Zakłócasz mi sygnał. Czekam na Cape Race!”. Radiooperator Titanica Jack Phillips miał na myśli przylądek Race w Nowej Fundlandii, z którego otrzymywał informacje dla pasażerów. To pokazuje co w trakcie rejsu tego wyjątkowego liniowca było ważniejsze od bezpieczeństwa. Co więcej, marynarze na bocianim gnieździe nie mieli nawet lornetek! Dlatego też nie można się dziwić tak później reakcji z ich strony. Preludium nadchodzącej katastrofy był gwałtowny spadek temperatury do okolic 0 °C. Na północnych wodach było to jednoznaczne z obecnością gór lodowych. Mimo to załoga Titanica nie zwolniła i nie próbowała ominąć niebezpiecznej strefy.

Schody na pokładzie pierwszej klasy na pokładzie RMS Olympic, statku siostrzanego RMS Titanic, źródło: domena publiczna.

W okolicach godziny 23:30 obserwator z bocianiego gniazda, Frederick Fleet, zauważył czarny punkt na wodzie. Gdy obiekt zaczął gwałtownie rosnąć, bezzwłocznie powiadomił mostek kapitański o zbliżającej się górze lodowej. Pierwszy oficer William Murdoch bez zbędnej zwłoki przekazał do maszynowni rozkaz: „Cała wstecz!” oraz nakazał dać ster maksymalnie na prawą burtę. Płynący z prędkością 22 węzłów (ok. 40 km/h) statek ważący 66 tys. ton nie był w stanie szybko zahamować. Ostatecznie udało się uniknąć czołowego zderzenia z górą lodową, lecz boczne uderzenie zrobiło wyłom w dolnej części prawej burty o długości ok. 90 m. Niezwłocznie zamknięto wodoszczelne drzwi. Mimo to główny projektant statku Thomas Andrews po szybkich oględzinach w ładowni stwierdził, że w tej sytuacji statek może utrzymać się na powierzchni maksymalnie przez dwie godziny. Tuż po północy załoga otrzymała rozkaz przygotowania szesnastu łodzi ratunkowych i czterech składanych tratw. Było na nich zaledwie 1178 miejsc, czyli prawie 1000 mniej niż ludzi na statku. Na pokładzie zapanowała panika. Pierwszeństwo wejścia do łódek miały kobiety i dzieci. Jednakże w całym zamieszaniu ta szlachetna zasada spowodowała, że w przypadku braku kobiet i dzieci opuszczano jedynie częściowo zapełnione szalupy. Po 2:15 miały być zwodowane ostatnie łodzie, lecz statek niebezpiecznie się przechylił. Ostatecznie na Titanicu pozostało 1502 osób, w większości ludzi z dolnych pokładów przeznaczonych dla niższych klas. O 2:18 liniowiec stanął pionowo i pozostał w tej pozycji przez jakiś czas. Następnie odpadł komin i pękły wodoszczelne grodzie. Wszystko co nie było przymocowane do pokładu, w tym pasażerowie, wpadło do lodowatej wody. O 2:20 statek pogrążając się w oceanie przełamał się na pół. Przepołowiony wrak Titanica opadły na głębokość 3950 m, a w promieniu kilometra zostały rozrzucone pozostałe szczątki. Zanim spoczął na dnie oceanu, 550 km na południowy wschód od Nowej Fundlandii, znajdował się na powierzchni oceanu dokładnie cztery dni, 17 godzin i 30 minut.

Dziób wraku RMS Titanic sfotografowany w czerwcu 2004 r., źródło: domena publiczna.

Czterdzieści pięć minut po północy wystrzelono pierwszą rakietę sygnalizującą niebezpieczeństwo. Radiooperator Phillips w pośpiechu wysyłał sygnał SOS. W odległości ok. dwudziestu km znajdował się Californian, którego załoga zauważyła rozbłyskujące światła na niebie. Nie wiedzieli jednak, że pochodziły z Titanica, który potrzebował natychmiastowej pomocy. Zmęczony i rozdrażniony radiooperator Californian wyłączył radio i poszedł spać po tym, jak Phillips opryskliwie zareagował na jego ostrzeżenie o zagrożeniu ze strony gór lodowych. Jednakże sygnał z Titanica tuż po północy odebrał liniowiec Carpathia. Oddalony o ponad 100 km ruszył pełną parą na pomoc. Mimo to potrzebowali czterech godzin, by przybyć na miejsce katastrofy, czyli dwie godziny po zatonięciu Titanica. Według świadków tragedii, gdyby załoga Californiana od razu wyruszyła na pomoc to miała szanse dotrzeć do liniowca jeszcze przed jego zatonięciem.

Załoga Carpathii wzięła na swój pokład wszystkich rozbitków i odpłynęła w stronę Nowego Yorku 15 kwietnia o godz. 8:50. Tymczasem obsługa Californian dowiedziała się o tragicznych wydarzeniach ok. godz. 6:00. Kiedy statek dopłynął do miejsca katastrofy, mimo ponad godzinnych poszukiwań, nie odnaleziono ani jednej żywej duszy. Ostatecznie katastrofę przeżyło jedynie 705 osób, czyli 1/3 ogólnej liczby pasażerów i załogi. Do dnia dzisiejszego katastrofa Titanica budzi wiele emocji oraz rodzi pytania dotyczące tego czy rzeczywiście tyle osób musiało stracić życie. Oprócz wielu publikacji oraz fachowych programów dokumentalnych poświęconych tej materii najbardziej znaną próbą rekonstrukcji wydarzeń, które miały miejsce na pokładzie linowca kompanii White Star Line, jest filmowa ekranizacja w reżyserii Jamesa Camerona, z Leonardo DiCaprio w roli głównej.

Źródła:
Wielkie zagadki przeszłości pod red. E. Wierzbickiej, Warszawa 1996.
J. Besala, D. Lis, A. Krawiec, Wielkie zagadki historii, Poznań 2009.
P. Aron, Nierozwiązane zagadki historii, Warszawa 2012.

Może zainteresują Cię też inne artykuły:

Recenzja książki „Antropologia wojny”

Według autora niniejszej książki nie jest ona manifestem pacyfizmu. Nie zawiera również podtekstu politycznego. Jej głównym zadaniem jest ukazanie czytelnikowi…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Co nas (nie) zabije”

Obecnie każdy z nas mniej lub bardziej odczuwa negatywne skutki pandemii koronawirusa szalejącego na całym świecie. Tymczasem Jennifer Wright, felietonistka…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Skrzydła we krwi. Dywizjon 303 w bazie RAF Northolt”

„Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym” – powiedział Winston Churchill o lotnikach po bitwie o Anglię.…
CZYTAJ DALEJ