Śmiercionośna grypa, która przeszła do historii

Obecnie każdego dnia służby medyczne na całym świecie są w stałej gotowości, by stawić czoła nowej odmianie wirusa – koronawirusowi. Tymczasem w kwietniu 1917 r. do I wojny światowej przystąpiły Stany Zjednoczone. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że Amerykanie przywiozą ze sobą na Stary Kontynent straszliwą zarazę.

Wirus grypy H1N1, źródło: na licencji CC BY-SA 3.0.

Pierwszy przypadek miał miejsce w Forcie Riley w hrabstwie Haskell w stanie Kansas. 11 marca 1918 r. szeregowy Albert Gitchell, który na co dzień pracował jako kucharz w kantynie, zgłosił się z objawami przeziębienia. Miał dreszcze, bóle i gorączkę sięgającą ponad 39°C. Lekarz orzekł, że może w tym stanie pracować przy wydawaniu chleba i kawy. Nie miał świadomości, że w organizmie jego pacjenta rozwija się wirus, który w krótkim czasie pozbawi życia miliony ludzi na całym świecie. Wkrótce Fort Riley stał się lazaretem. Na przełomie marca i kwietnia zanotowano ponad 1100 przypadków grypy i 46 zgonów. Problem został zbagatelizowany przez amerykańskie służby epidemiologiczne. Warto zwrócić uwagę na to, że znajdujący się na terenie Fortu Riley obóz treningowy Camp Funston był idealnym miejscem do rozprzestrzenienia się epidemii. Na wiosnę 1918 r. w barakach skoszarowano 26 tys. żołnierzy. Rekruci podczas codziennych zajęć musieli wdychać tumany pyłu powstającego z wysuszonych odchodów mułów i koni. To prawdopodobnie stworzyło mieszankę korzystną dla zmutowania się wirusa grypy N1H1, który był przenoszony przez zwierzęta. Pierwsza fala grypy miała całkiem łagodny przebieg. Natomiast druga fala epidemii, która zaatakowała Amerykę Północną we wrześniu 1918 r., nie mogła zostać przez nikogo zignorowana. Zmutowany w organizmach pacjentów z Fortu Riley wirus okazał się wielokrotnie bardziej śmiertelny niż na początku. Do 11 września grypa pojawiła się w Nowym Jorku i w innych częściach USA. Zaraźliwość była tak wysoka, że również służby medyczne i porządkowe zostały zobligowane do noszenia masek na twarzy.

Pandemia grypy z lat 1918-1919 została mylnie nazwana hiszpańską grypą (hiszpanka). Wynika to z faktu, że w przeciwieństwie do krajów biorących udział w wojnie Hiszpania zachowała neutralność. Dlatego też nie wprowadzono na jej terytorium ostrej cenzury i prasa mogła bez żadnych przeszkód pisać o rozwijającym się wirusie grypy i jego ofiarach. Gdy zachorował sam król Alfons XIII w świat poszła pogłoska, że początek zarazy miał miejsce na terenie Hiszpanii. Żeby było ciekawiej, na Półwyspie Iberyjskim chorobę nazywano francuską grypą.

Żołnierze z Fortu Riley chorzy na hiszpankę, źródło: na licencji CC BY 2.0.

Wysyłanie statkami kolejnych oddziałów amerykańskiej armii do Europy doprowadziło do przywiezienia śmiercionośnej grypy na Stary Kontynent. Zakładane na twarz maski jedynie częściowo chroniły przed kropelkowym zakażeniem wirusem AH1N1. Dzięki izolacji zarówno chorzy jak i zdrowi mieli dużo większą szanse na przeżycie. W najgorszej sytuacji znajdowali się żołnierze przebywających w dużych i stłoczonych skupiskach. Grypa w bardzo krótkim czasie przekroczyła linię frontu i opanowała pozycję niemieckich i austriackich oddziałów. Śmiercionośny wirus nie oszczędzał również cywilów i objawił się na całym świecie. Hiszpanka nie oszczędziła także Polski. Jesienią 1918 r. w Warszawie w zastraszającym tempie przybywało klepsydr z nekrologami. Po wojnie polsko-bolszewickiej choroba zebrała krwawe żniwo wśród jeńców sowieckich. Z analizy dokumentów medycznych z lat 1918-1919 wynika, że pandemia oszczędziła tylko jedno miejsce na świecie: odizolowaną wyspę Marajo, położoną w delcie Amazonki.

Zapoczątkowana w 1918 r. pandemia grypy do naszych czasów wzbudza wiele kontrowersji i dyskusji. Badacze domyślają się kim był tzw. pacjent zero, od którego wszystko się zaczęło. Jednakże są naukowcy, którzy kwestionują jego istnienie i są zdania, że pandemia mogła rozpocząć się na kilku kontynentach równocześnie lub z niewielkim poślizgiem czasu. Swoją teorię podpierają stwierdzeniem, że przy ówczesnych środkach transportu nikt nie byłby w stanie tak szybko przenieść wirusa w tak dużą ilość miejsc. Tego typu argumentacja stała się wodą na młyn dla twórców teorii spiskowych o świadomym zastosowaniu broni biologicznej przez jedną ze stron międzynarodowego konfliktu. Zdaniem innych choroba wcale nie pochodziła z Ameryki, lecz z północnych Chin, gdzie w 1917 r. panowała zakaźna choroba dróg oddechowych, która objawami bardzo przypominała hiszpankę. W 1917 r. sprowadzono z tego regionu 96 tys. robotników do Francji. Zastanawiające było to, że Chińczycy znacznie rzadziej się zarażali. Zrodziło to spekulację, że ich organizmy mogły być uodpornione z powodu wspomnianej choroby dróg oddechowych. A może to właśnie oni przywieźli do Europy niezwykle groźny podtyp A wirusa N1H1?

Policjanci przygotowani do działania w trakcie pandemii, źródło: domena publiczna.

Zdaniem badaczy hiszpanka sama w sobie nie musiała być zaraźliwa. Czynnikiem powodującym rozwój pandemii były bardzo ciężkie warunki frontowe, niedożywienie żołnierzy oraz stłoczenie ogromnej ilości młodych mężczyzn na małej przestrzeni wśród tysięcy rozkładających się ciał poległych kolegów. Wobec powyższego rodzi się zasadnicze pytanie: dlaczego śmiertelność była tak wysoka, w szczególności wśród młodych ludzi? Na podstawie badań wirusologa prof. Yoshihiry Kawaoki ze Szkoły Weterynarii Uniwersytetu Wisconsin-Madison stwierdzono, że ofiary grypy zabił… ich własny układ immunologiczny. Tak więc paradoksalnie silny system immunologiczny w walce z wirusem atakował autoagresywnie swój własny organizm, doprowadzając do krwiotocznego, bakteryjnego i śmiertelnego zapalenia płuc. W ten sposób mogło się zarazić nawet 500 mln ludzi.

Warto mieć świadomość tego, że liczba ofiar tej choroby po obydwu stronach barykady wielokrotnie przewyższała liczbę żołnierzy poległych na froncie. Pandemia grypy zabiła w przeciągu 24 tygodni więcej ludzi niż AIDS w ciągu 24 lat. Liczba ofiar wyniosła ok. 100 mln ludzi, czyli więcej niż suma wszystkich zabitych we wszystkich wojnach XX w. Warto dodać, że wirus „aktywował się” w ostatnim roku I wojny światowej, mając idealne warunki do rozprzestrzenienia się. Oby obecna pandemia w postaci koronawirusa została jak najszybciej ujarzmiona przez naukowców, ponieważ nie chcielibyśmy doświadczyć powtórki z historii…

 

 

Źródła:
Historia powszechna. Tom 18 – Wiek totalitaryzmu – I wojna światowa i zarzewie II wojny światowej, Kraków 2008.
K. Jasiński, Śmierć przypłynęła na okrętach, Rzecz o Historii z 22.11.2019 r.

Może zainteresują Cię też inne artykuły:

Recenzja książki „Zażyła więź. Jak zwierzęta kształtowały historię ludzkości”

Historia pokazuje, że bez nieocenionej pomocy ze strony zwierząt nie doszlibyśmy do tego etapu rozwoju, na którym obecnie się znajdujemy.…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”

Kampania wrześniowa z 1939 r. do dnia dzisiejszego budzi wiele emocji, a na jej temat wciąż prowadzone są burzliwe dyskusje.…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Trudna historia zwłok. T. 1: Wrócisz do ziemi”

Zgodnie z utartym frazesem w życiu pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki. W pierwszym przypadku po utracie życia…
CZYTAJ DALEJ