Recenzja książki „Był sobie wesoły kat”

Z jednej strony Singapur zaliczany jest do największych portów i centrów finansowych świata. Natomiast z drugiej ma jeden z najwyższych na świecie wskaźników egzekucji na jednego mieszkańca. Dlaczego tak jest?

Zdaniem singapurskiego rządu wyłącznie kara śmierci jest w stanie zniechęcić handlarzy narkotyków do wykorzystywania ich kraju jako węzła transportowego. Jednak zdaniem autora niniejszej książki w toku śledztwa, które przeprowadził w tej sprawie, okazało się, że rzeczywistość znacząco odbiega od powyższych założeń. Władze Singapuru ślepo wierzą w to, że najwyższy wymiar kary ostatecznie uwolni ich kraj od zarazy jakim są narkotyki. Tymczasem na stryczek trafiają wyłącznie „mrówki”, czyli osoby przewożące substancje odurzające na zlecenie karteli narkotykowych. Bardzo często robią to nieświadomie otrzymując pakunki, w których rzekomo mają znajdować się lekarstwa bądź zioła. Jako że w zdecydowanej większości są to osoby z problemami finansowymi podejmują się karkołomnych prób wwiezienia narkotyków na terytorium Singapuru i często wpadają w ręce policji. Natomiast ci, które zarabiają krocie na tym procederze nie trafiają za kratki lub w przypadku zatrzymania w niewyjaśnionych okolicznościach rozpływają się i uciekają z Singapuru. Jest tak, ponieważ ten kraj współpracuje z państwami, które zajmują się produkcją narkotyków (np. Mjanma) i czerpie ogromne zyski ze współpracy handlowej. Tak samo jest w przypadku obywateli pochodzących z krajów, które intensywnie inwestują na singapurskim rynku (np. Niemcy). W takiej sytuacji oskarżony skazywany jest na dużo łagodniejszy wymiar kary w imię zachowania dochodowych zamówień.

Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się po przeczytaniu niniejszej książki brzmi następująco: o czym tak naprawdę jest ta książka? Tytuł sugeruje, że w całości dotyczyć będzie singapurskiego kata Darshanema Singha, który w trakcie swojej kilkudziesięcioletniej kariery w roli kata powiesił blisko tysiąc osób. Lecz wczytując się w treść książki okazuje się, że jest on tylko tłem dla głównego tematu jakim jest system sprawiedliwości, a raczej niesprawiedliwości Singapuru. Przyznam, że jest to trochę mylące dla potencjalnego czytelnika, który może oczekiwać czegoś innego od książki z takim tytułem. Mimo to można zrozumieć motywy, jakimi kierował się Alan Shadrake. Biorąc za punkt wyjścia postać Singha chciał ukazał totalną niesprawiedliwość, która króluje w systemie karnym Singapuru. Nie istnieje w nim zasada domniemania niewinności, dlatego oskarżony musi dowieść swojej niewinności. Jeśli oskarżony jest biedną osobą to automatycznie trafia na stryczek. Jedynie w przypadku, gdy sprawa dotyczy wpływowej postaci lub obywatela kraju, z którym Singapur prowadził interesy handlowe dopiero wtedy dochodzi do cudów i ostatecznego złagodzenia kary. Miejmy nadzieje, że ten stan rzeczy zmieni się jak najszybciej.

Co ciekawe, Alan Shadrake po opublikowaniu niniejszej książki został zatrzymany w Singapurze i trafił za kratki. W sumie spędził w zamknięciu blisko rok, w tym kilka tygodni w więzieniu. Mimo absurdalnych zarzutów, m.in. obrazy systemu sądowniczego Singapuru, oraz pomocy prawnej i politycznej spływającej z całego świata brytyjski dziennikarz został skazany. Po opuszczeniu więzienia wciąż prowadzi kampanię przeciwko karze śmierci i ma nadzieje, że kiedyś dojdzie do gruntownej reformy całego systemu sprawiedliwości Singapuru. Książkę polecam wszystkim tym, którzy interesują się tematyką kary śmierci i szukają książki w formie dziennikarskiego śledztwa.

Autor: Alan Shadrake
Tytuł: „Był sobie wesoły kat”
Wydawnictwo: Aktywa
Rok wydania: 2020 r.
Liczba stron: 400
Cena: 45,00 zł
Książkę można kupić na stronie Wydawcy.

Może zainteresują Cię też inne artykuły:

Recenzja książki „Mój przyjaciel Hitler. Wspomnienia fotografa Hitlera”

Do dnia dzisiejszego napisano wiele książek poświęconych III Rzeszy i Adolfowi Hitlerowi. Jedną z nich są wspomnienia jego przyjaciela, którego…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Burza nad Provinz Pommern”

Wydarzenia mające miejsce podczas II wojny światowej boleśnie doświadczyły wielu ludzi i diametralnie zmieniły obraz ogromnej ilości miejsc na całym…
CZYTAJ DALEJ

Recenzja książki „Medyceusze. Kobieta u władzy”

Minęło pół roku od premiery drugiej części włoskiej serii powieści historycznych o rodzie Medyceuszy, a na rynku wydawniczym ukazał się…
CZYTAJ DALEJ